Bezkarne zbrodnie Johannesa Thümmlera

Wystarczała minuta, czasem dwie, aby osądzić oskarżonego. Johannes Thűmmler – szef Gestapo w Katowicach i przewodniczący policyjnego sądu doraźnego – lekką ręką podpisywał wyroki śmierci na tych, którzy nie mieli szans na obronę. Umierał bezkarny w zaciszu domowym, przeżywszy 96 lat.

Gorliwy nazista, doktor prawa, świetnie zapowiadający się urzędnik zbrodniczej machiny III Rzeszy Niemieckiej. Zanim trafił do Katowic, był szefem gestapo w Dreźnie i Chemnitz. Zapisał się w pamięci ofiar jako bezduszny oprawca. Sesje wyjazdowe sądu, któremu przewodniczył, odbywały się w bloku nr 11 niemieckiego obozu Auschwitz.

To były mechaniczne czynności, a nie żadne rozprawy. Ofiary, podejrzewane o działalność antyniemiecką, mogły jedynie potwierdzić swoje personalia i wysłuchać aktu oskarżenia, po czym odczytywano im wyrok śmierci. Kilka minut później ginęły od niemieckich kul pod Ścianą Straceń. I tak – godzina po godzinie, skazaniec po skazańcu. W ten sposób, tylko w ciągu jednego posiedzenia sądu doraźnego, Niemcy zabijali nawet kilkaset osób.

Po wojnie Thümmler tłumaczył, że ofiary mogły skorzystać z prawa do obrony, choć w rzeczywistości ich adwokatów wskazywał on sam, i to spośród innych gestapowców.

Jak tłumaczył zbrodniarz, świadkowie nie byli przesłuchiwani, bo „nie było takiej potrzeby”, skoro i tak potwierdzali ustalenia śledztwa. „Zwolnienie było praktycznie wykluczone” – podkreślał.

Zbrodniarz skutecznie wymykał się wymiarowi sprawiedliwości. Dwa lata po wojnie internowali go Amerykanie, jednak na przełomie 1949 i 1950 r. wypuścili go na wolność. Polski wniosek o ekstradycję Thümmlera został odrzucony. Człowiek, który jeszcze niedawno był panem życia i śmierci, pracował na stanowiskach kierowniczych, m.in. w zakładach optycznych firmy Zeiss w Oberkochen (Badenia-Wirtembergia).

Nigdy nie został osądzony za swoje czyny. Sprawą niemieckiego zbrodniarza od końca lat siedemdziesiątych zajmowała się prokuratura w Stuttgarcie. Postępowanie jednak zawieszono z braku dowodów.

Thümmler do końca swych dni twierdził, że jest niewinny, utrzymując że działał w majestacie prawa. Zmarł w 2002 r. w Eriskirch nad Jeziorem Bodeńskim.

Opr. Waldemar Roszczuk /Instytut Pamięci Narodowej, fot. Auschwitz.org

Artykuły w kategorii